Czochrałem antarktycznego słonia – recenzja książki

Komentarze

Popularnonaukowe
Czochrałem antarktycznego słonia

„Czochrałem antarktycznego słonia” autorstwa Mikołaja Golachowskiego to książka, w której czytelnik kochający zwierzęta tak jak ja nie ma szans się nie zakochać 🙂 Poznajcie wspaniały świat Arktyki i Antarktyki.

 O książce słyszałam już wcześniej, kiedy była jeszcze zapowiedzią wydawniczą. Co by nie mówić, tytuł zwraca na siebie uwagę. Jednak dopiero jadąc do pracy i słuchając w radiu rozmowy z Mikołajem Golachowskim stwierdziłam, że ten człowiek naprawdę kocha zwierzęta, czy też „zwierzołki” jak sam sympatycznie je nazwał i w niezwykle ciekawy sposób opowiadał o regionach polarnych i ich mieszkańcach. Po tej audycji byłam już pewna, że książkę bardzo chcę przeczytać.

„Czochrałem antarktycznego słonia” to 500 stron ciekawych i wciągających opowieści o Arktyce, Antarktyce, ich mieszkańcach oraz o ludziach, którzy nie zawsze potrafią docenić piękno świata. Autor jest biologiem, ekologiem doktorem nauk przyrodniczych, a także przewodnikiem po Arktyce i Antarktyce. Dwukrotnie zimował w Polskiej Stacji Antarktycznej im. H. Arctowskiego, w tym raz jako kierownik wyprawy, dlatego miał okazję dokładnie poznać zwyczaje panujące w tego typu obiektach i ludzi, którzy przez niemal rok żyją tysiące kilometrów od domu i rodziny. W Antarktyce badał słonie morskie i ich zwyczaje seksualne, dlatego sporo miejsca poświęcił właśnie tym uroczym „zwierzołkom”. Z ogromną miłością wypowiada się także o wielorybach, a tak pisze o pierwszym spotkaniu z tymi wspaniałymi olbrzymami:

Zapomniałem o robieniu zdjęć. Przyglądałem się w zachwycie pełnym gracji manewrom królów oceanu, a serce waliło mi jak nigdy wcześniej ani nigdy potem. Gdybym należał do ludzi religijnych, byłaby to moja komunia. Połączenie z Wszechświatem, spotkanie z istotami, które choć mogły z łatwością nas skrzywdzić, nie miały takiego zamiaru, były zwyczajnie ciekawe. Kilka razy spojrzeliśmy sobie w oczy i miałem wrażenie, jakbym spoglądał w głąb myślącego kosmosu.

Sporo miejsca Golachowski poświecił także w książce niedźwiedziom polarnym, pingwinom, morsom, lampartom morskim, orkom, uchatkom i ptactwu żyjącemu w Arktyce i Antarktyce. Zachwyca się tymi wspaniałymi zwierzętami i opowiada jakie są ich zwyczaje, a także obala mity związane z niektórymi ze zwierząt, np. to, że niedźwiedzie polarne zjadają pingwiny. Oczywiście nie jest to możliwe, a z książki dowiecie się dlaczego 🙂

Autor przybliża czytelnikowi także historię wypraw na północne i południowe krańce ziemi i z czym wiązały się niektóre z tych odkryć, a mianowicie jak możecie się domyślić – z niczym dobrym. Wchodząc na nowe terytorium, człowiek zawsze szukał interesu dla siebie, dlatego przybyli ludzie urządzili rzeź na morsach wykorzystując więzi jakie funkcjonują w ich stadach, zwabiając młode morsiątka, żeby upolować całe gromady i broniące ich matki. Następnie przyszedł czas na wieloryby. Początki polowań na królów oceanu były trudne, ale „sprytny” człowiek zaczął wymyślać coraz skuteczniejsze sposoby, żeby zabijać te cudowne olbrzymy. I tak w samym roku 1697 roku w prowincji Svalbard „zabito 1968 wielorybów, ich olejem napełniono 63 883 beczki.” Populacje wielorybów i innych zwierząt polarnych nadal się nie odbudowały po tych wszystkich latach rzezi, które zafundował im człowiek. Golachowski bardzo negatywnie odnosi się także do polowań na niedźwiedzie polarne i wędkarstwo sportowe, w którym zwierzęta zabija się lub okalecza, w celu „leczenia własnych kompleksów”. Nie sposób się z tą krytyką nie zgodzić. Człowiek to chyba najgorszy gatunek na ziemi, zarówno dla Ziemi, roślin, zwierząt jak i dla siebie nawzajem.

Czochrałem antarktycznego słonia - cytat

Życie na stacji

Ważnym etapem życia było życie na stacji badawczej w Antarktyce. Mikołaj Golachowski zajmował się tam badaniem słoni morskich. Jednym z elementów tych badań było właśnie tytułowe „czochranie” w celu pobrania próbki DNA od zwierząt. Z jego relacji wynika, że słonie ten masaż wręcz uwielbiały i przekręcały się z boku na bok, żeby badacz mógł „wyczochrać” je w każdym miejscu. Podobno podczas tego zabiegu, słonie morskie robiły najpiękniejsze maślane oczy jakie można sobie wyobrazić, co tym bardziej sprawiało przyjemność takiemu przyjacielowi zwierzołków jak Golachowski. Jednak nie samymi badaniami żyje człowiek na stacji. Zamknięci na kilka-kilkanaście miesięcy, odcięci od świata ludzie musieli organizować sobie czas i szukać rozrywek, które także będą integrować grupę. W takich miejscach jak Arktyka czy Antarktyka każdy na każdego powinien móc liczyć. Dlatego też wszelkie święta, jubileusze, imieniny i urodziny były celebrowane z wielką pompą i zapraszano także międzynarodowych gości z innych pobliskich stacji badawczych. Przyjaźnie nawiązane w takich okolicznościach są trwalsze niż jakiekolwiek inne relacje i wspominane są także najmilej.

Cała książka to prawdziwa skarbnica wiedzy i mądrości. Autor porusza tyle wątków i istotnych tematów, że nie sposób o wszystkich wspomnieć w recenzji, dlatego mogę jedynie gorąco zachęcić do sięgnięcia po tę książkę. Szczególnie jeśli zwierzęta kochacie tak jak ja czy autor książki. W wielu miejscach się uśmiejecie, w wielu miejscach najdą was refleksje, ale w każdym miejscu tej książki będziecie zaciekawieni. Gwarantuję i polecam w 100%.

W skrócie
product image
Ocena recenzenta
1star1star1star1star1star
Ocena czytelników
5 based on 2 votes
Wydawca
Marginesy
Książka
Czochrałem antarktycznego słonia - recenzja książki
Cena rynkowa
49.90

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *